Szkolenie GOPR-owskie - 2-3 lipca 2005, Bacówka nad Wierchomlą.

Dzięki środkom uzyskanym na realizację programu "Młodzież górą(om)" było możliwe zorganizowanie szkolenia dotyczącego zagadnień ratownictwa i pierwszej pomocy - umiejętności niezbędnych na turystycznym szlaku, chociaż z drugiej strony równie przydatnych na ulicy wielkiego miasta.Szkolenie odbyło się w pierwszy weekend lipca, w pobliżu wsi Wierchomla Wielka w Bekidzie Sądeckim. Wzięło w nim udział około 20 przewodników, miłośników gór i turystyki. W trakcie zajęć uczyliśmy się podstawowych działań związanych z udzielaniem pierwszej pomocy, ale też zapoznawaliśmy się z technikami stosowanymi przez profesjonalistów - ratowników Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Po kolei jednak..

Wyjechaliśmy z Warszawy nocnym pociągiem do Krynicy w piątek wieczorem tak, żeby na rano dotrzeć do schroniska nad Wierchomlą. Trzy godziny pomiędzy dotarciem do bacówki a rozpoczęciem szkolenia (10.00) poświęciliśmy na regenerację, uzupełnienie braków snu, względnie podziwianie średnich jeszcze wtedy (pogoda...) widoków. Natomiast punkt dziesiąta wszyscy grzecznie stawili się na wykład pana Janka, który opowiadał o naukowych i technicznych podstawach działań reanimacyjnych. Po wykładzie mieliśmy okazję poznać przedsmak ratowniczych akcji górskich w prostych ćwiczeniach - łażeniu po linie itp. Pogoda próbowała niestety popsuć zabawę organizując, rzęsiste momentami ,opady. My jednak niewzruszenie odbywaliśmy kolejne zjazdy na "tyrolce" i biegi z noszami. Tak upłynął pierwszy dzień szkolenia Zakończyliśmy go na dobre przy ognisku, gitarce i kiełbasce :)

Z kolei ranek przywitał nas pięknym słońcem i rozległym widokiem (chociaż Tatry, dranie, się pokazać nie chciały). Z ochotą więc wysłuchaliśmy kolejnego wykładu, po którym, bogatsi o nową wiedzę, próbowaliśmy zamienić nabyte wiadomości w praktykę. Śmiechom nie było końca, gdy w ramach treningu technik bandażowania zawijaliśmy w białe szmatki kogo popadło. Wesołość wzbudzały też próby ratowania fantoma, plastykowego, nieskończenie cierpliwego manekina... W ramach finału, wystawiliśmy też na próbę cierpliwość kolegi Artura, który ze stoickim spokojem dał się przetransportować tu i ówdzie na zaimprowizowanych noszach. Po kolejnych wyczynach na (ostrzejszej tym razem) tyrolce, w porze obiadowej, nastąpiło krótkie podsumowanie całych zajęć. Na zupełny koniec przejechaliśmy się tradycyjnym czołgiem i wykonaliśmy kilka radosnych fikołków.

Potem, po trochu zaczęliśmy się zbierać w drogę do domu. Aby jednak zaznać choć ciut gór (bo w końcu w górach byliśmy, a chodzenia za grosz nie było), wybraliśmy jak najbardziej okrężną drogę w kierunku pociągu...A następnego dnia - cóż zrobić - do pracy, do szkoły. Kombinując w myśli, kiedy by tu znów - w góry...

"Niniejszy projekt został zrealizowany przy wsparciu Wspólnoty Europejskiej w ramach Programu MŁODZIEŻ".
"Treści tego projektu niekoniecznie odzwierciedlają stanowisko Wspólnoty Europejskiej, czy Narodowej Agencji i instytucje te nie ponoszą za nie odpowiedzialności."